środa, 7 sierpnia 2013

Yerba Buena Island

Wyspa Yerba Buena ...

...to naturalna wyspa przez którą ciągnie się most łączący San Francisco i Oakland. Na początku nie myślałam, że znajdę tam coś ciekawego, wyspa jak wyspa, trochę mieszkań należących do spółdzielni Wyspy Skarbów i dużo drzew. Jednak pewnego słonecznego wolnego dnia postanowiłam przeczesać to miejsce.

Na początku znalazłam się na małej polance obsianej stokrotkami. Jest tu ławka i miejsce na grilla, gdzie można sobie zjeść z rodzinką i przyjaciółmi lunch. Na skraju polany zauważyłam stare, drewniane i strome schodki w dół które prowadziły na ukrytą plażę, o której naprawdę mało kto wie.



Zeszłam w dół po schodkach i stanęłam na piasku, plaża maluśka. Właściwie to nic tu ciekawego, nic dziwnego, że ludzie tu nie przychodzą i do tego unosi się lekki smród, sama nie wiem czego. Ale przejdę się może znajdę muszelkę. Przeszłam do końca plaży, a tam leżały zawalone drzewa zamykające dalszą drogę. Spojrzałam w dół i zobaczyłam ślady ludzi którzy wcześniej tu byli, ale zawrócili zaraz przy drzewach. Ciekawe co się tam kryje? I niewiele myśląc przeszłam przez badyle.



Za drzewami znajdowała się maleńka ścieżynka, wszędzie drzewa i rośliny dookoła. Przeszłam mały kawałek i po prawej pojawiła się mała jakby jaskinia stworzona z drzew, korzeni i kamieni. Weszłam do środka.Takie ciche i spokojne miejsce, prawie jak w bajce. Puste od ludzi, tylko ptaki i otaczająca zieleń. Ale nie wolno siedzieć, trzeba zwiedzać!


Wyszłam na ścieżynkę i poczłapałam dalej. 
Otaczały mnie wysokie trawy i dzikie paprocie. Ścieżka prowadziła w górę. Z każdym krokiem wyżej powiększał się widok na zatokę i pływające po niej żaglówki. Korzenie drzew co jakiś czas zagradzały drogę, a chwasty zaczepiały mi sweter, mimo to wspinałam się coraz wyżej i wyżej. 




Nagle ku mojemu zdumieniu pojawiły się przede mną stare kamienne schody. Po prostu schody w środku lasu. Czas ich nie oszczędził, były mocno zniszczone, brakowało kilku stopni i rósł na nich mech. Czy coś mnie jeszcze zaskoczy? 



Weszłam po schodkach na górę. Tutaj już zieleni było mniej i rosły wysokie drzewa które bujały się lekko na wietrze. Na ziemi leżała ich kora która co jakiś czas spadała z łodyg i musiałam uważać żeby nie dostać takową w głowę. Szłam dalej pomiędzy drzewami, tutaj ścieżka nie była aż taka widoczna, dlatego sama obrałam drogę. Znowu schodki, tym razem trochę mniejsze. Czasami robiło się stromo w dół, ale drzewa stały mi w ochronie przed upadkiem. I nagle zza drzew zobaczyłam prześliczny widok, na wodę i małą zatoczkę na wyspie. Szkoda tylko, że most zniszczył krajobraz. Próbowałam znaleźć drogę w dół lecz było już trudniej przedostać się przez gęste krzaki, więc zrezygnowałam, może kiedyś...


Zobaczyłam więcej niż mogłam sobie wyobrazić, odkryłam magiczne bezludne miejsce schowane na wyspie Yerba Buena. Na pewno tam kiedyś wrócę. To miasto zaskakuje. 





1 komentarz:

  1. Zdecydowanie powinni zamienić nazwy tych wysp :) az ciężko uwierzyć, ze taki dziki teren leży tak blisko samego miasta..

    czekam na kolejne wpisy, czytam z ciekawością! :)

    OdpowiedzUsuń