niedziela, 4 sierpnia 2013

Dreszczyk

Pamiętam jedną z pierwszych nocy w San Francisco. Wynajęłam na tydzień pokój w starej dzielnicy, w pięknym budynku wiktoriańskim który już miał swoje lata i trochę śmierdział stęchlizną. Pokój znajdował się na samej górze, na strychu i  miał przepiękny widok na miasto. Było już dosyć późno i kładłam się spać, gdy nagle moje łóżko zaczęło się trząść i podskakiwać, a cały budynek zatrzeszczał złowieszczo. "Duchy jakie, czy inny czort?" to pierwsze co mi przyszło na myśl. Jednak następnego dnia przypomniał mi się jeden fakt.

San Francisco jest położone na obszarze aktywnym sejsmicznie, czyli praktycznie cały czas mamy trzęsienia ziemi, mniejsze lub większe. Od tamtego czasu były jeszcze trzy bardzo mocne trzęsienia. Mimo tego, że są krótkie, to jest uczucie przerażenia, bezsilności ale i ekscytacji, zwłaszcza że miasto ma za sobą ponurą historię tragicznego trzęsienia w 1906 roku które spowodowało pożar i przeogromne straty. Rok od mojego pobytu tutaj, trzęsienia jakby umilkły, nie wiem czy się przyzwyczaiłam i już ich nie czuję, czy po prostu szykuje się coś większego.


Widok na centrum San Francisco z pokoju który wynajmowałam, 
Alamo Square, San Francisco 

1 komentarz:

  1. Architektura miasta jest przygotowana na trzęsienia ziemi... Oglądałem kiedyś o tym program. Wiele budynków jest na nie mniej lub bardziej odporna.

    OdpowiedzUsuń