Pierwszy raz leciałam do San Francisco. Kiedy pilot samolotu oznajmił, że znajdujemy się nad Zatoką wyjrzałam przez okno i zobaczyłam... biel, mgłę i nic poza tym. Dryfowaliśmy nad chmurami.
Myślałam, że jesteśmy wysoko, ale w pewnym momencie samolot zanurkował w dół i od razu znaleźliśmy się pod pierzyną i zaczęlismy lądować.
Od razu wyruszyłam w drogę z moją mapą wydrukowaną w domu, jednak po godzinie chodzenia, mapa była tak mokra, że się rozpadała na kawałki. Dlatego polecam luminowane!
Ale mgła mi nie przeszkadza, chyba nawet zakochałam się w niej trochę po tych męczących upałach w Colorado. Zwłaszcza że widoki są piękne kiedy taka puchata kołderka okrywa wzgórza San Francisco.
Gdy przychodzi mgła, powietrze jest niesamowicie wilgotne a widoczność jest bardzo słaba. Tutaj filmik który zrobiłam jak pewnego dnia wracaliśmy ze sklepu.
Ale i tak kochamy naszą mgłę, jest ona częścią miasta która nadaje San Francisco charakteru i uroku.
Mgła ma nawet profil na Facebooku, Karl the Fog
Także przyjeżdzając do San Francisco nie zapomnijcie o kurtkach ;)




