piątek, 25 lipca 2014

Część Druga




Część Druga
Czyli powody dla których nie chciałam wyjechać


Czasy podstawówki nie należały do najprzyjemniejszych. Potrzebowałam przyjaciół, zazdrościłam moim siostrom ciotecznym, bo one zawsze otaczały się ludźmi. Na ich urodziny zlatywało się zawsze mnóstwo dzieciaków, a na moje tylko rodzina. Marzyłam o tym cały czas. I w końcu wraz z podstawówką skończyły się problemy tolerancyjne wobec mnie. Poszłam między swoich. Zdałam egzaminy przyjmujące do Szkoły Plastycznej, byłam druga na liście.

Mimo tego, że szkoła zbyt wiele mnie nie nauczyła a Asem z ogólnych przedmiotów nadal nie byłam, to w końcu czułam się dobrze. Szkoła przez to, że była mała, to każdy każdego znał i byliśmy prawie, że jak rodzina. Gdybym tylko mogła wróciłabym do Plastyka chodźby na jeden dzień. Często chodziliśmy na wystawy, witraże, do muzeów, a gdy wracaliśmy z filharmonii wspólnie śpiewaliśmy piosenki z przedstawień. Co rok gdy była matura, wszystkie młodsze klasy przenosiły krzesła i stoły do sali gimnastycznej. Chociaż słowo "przenosiły" jest tu delikatnie powiedziane. Robiliśmy zawody i ścigaliśmy się ze stołami, albo kto więcej uniesie krzeseł. Co rok gdy przychodziła studniówka szkoła zamieniała się w temat przewodni który wymyśliła sobie ostatnia klasa. Wszędzie wisiały dekoracje związane z tematem, czasami znajdowaliśmy się w Japonii, innym razem w Angli, a czasami w kasynine. Atmosfera była ekscytująca a ja nie mogłam się doczekać swojej studniówki.

Jednak w Plastyku znalazłam to czego bardzo chciałam, przyjaciół. Chodziliśmy razem po szkole na ciastka do pobliskiej piekarni, lubiliśmy patrzeć na walki kobiet podczas dostawy w tanim ciuchu, planowaliśmy wspólny wyjazd na Islandię, zwiewaliśmy razem z lekcji i  mieliśmy trochę przygód, po prostu byliśmy dzieciakami z tymi samymi pasjami. Kochałam tą szkołę i czasami potrafiłam w niej siedzieć od samego rana aż do godziny 21 w nocy ( kółko filmowe). To był mój drugi dom.

Gdy tylko zaczęłam chodzić do Plastyka zapisałam się na harcerstwo, właściwie to przypadkiem, nawet nie wiedziałam na co się piszę, ale to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Poznałam tam wspaniałych ludzi którzy oryginalność traktowali jako coś super. Podczas wyjazdów, obozów i wędrówek, poznawałam Polskę jeszcze lepiej, zakochiwałam się w niej coraz bardziej. Ah roztocze jesienią, piękna rzecz. Gdy siedziałam przy ognisku w nocy z drużyną, patrząc w gwiazdy i śpiewając przy gitarze, już wtedy w myślach cieszyłam się że jestem gdzie jestem wiedziałam, że kiedyś będę za tym tęsknić. Złożyłam przyżeczenie harcerskie, przeszłam mnóstwo kilometrów, widziałam sporo, poznałam wspaniałych ludzi i zostałam zastępową. Nauczyłam się mówić i być bardziej otwarta, dostałam kopa pewności siebie.

Była jeszcze jedna rzecz o kórej ciężko mi się pisze, ale to był jeden z powodów dla których nie chciałam wyjeżdżać z Polski. Zakochałam się. Na pewno większość z was wie co to pierwsza miłość? Irracjonalna, głupia i mocna jak przyciąganie czarnej dziury. Do dzisiaj się nie dowiem czy była odwzajemniona. Ale zakochana byłam przez jakieś 7 lat mimo braku jakichkolwiek sygnałów od tej osoby. Więcej nie powiem bo to zbyt osobiste.

Miałam przyjaciół, znalazłam swoje miejsce, dążyłam to pewnych rzeczy, miałam psa kota i widok z okna na zalew i las na drugim brzegu. Żyć nie umierać.

Jednak wtedy gdy byłam najszczęśliwsza, Stany Zjednoczone dały o sobie znać, trzeba było się przygotować i zostawić wszystko co się zbudowało.

1 komentarz: